O Maratonie Piasków – Sahara, która zmienia życie

Pierwszy promień słońca nad Saharą przypomina zaproszenie do innego świata. Marathon des Sables, który rozciąga się na 250 kilometrów pośród falujących wydm, skalistych płaskowyżów i wyschłych koryt rzek, jest czymś więcej niż biegiem. To rytuał przejścia. Od 1986 roku, gdy Patrick Bauer wyruszył sam z plecakiem pełnym nadziei, setki śmiałków rocznie zamieniają pustynię w tętniące życiem miasteczko złożone z namiotów, apteczek i historii, o których opowiada się przy ogniu.

Każda edycja to sześć etapów – od prologu przypominającego spacer po marsjańskiej plaży, po słynny long stage, gdzie 90 kilometrów w upale uczy pokory wobec własnego ciała. Organizatorzy odmierzają dystans tak, aby ostatni krok pokrył się z ostatnią kroplą wody w plecaku, a zaplecze medyczne sprawdza wagę zawodników co rano, bo pół procenta masy mniej to sygnał alarmowy. Biegnie się z całym dobytkiem: śpiworem, żywnością liofilizowaną i palnikiem, który czasem odmawia współpracy, gdy piasek zatyka dysze.

Dziś maraton przyciąga biegaczy z ponad pięćdziesięciu krajów, choć największe ekipy przyjeżdżają z Francji i Wielkiej Brytanii. Polacy co roku dorzucają swoją cegiełkę do tej międzynarodowej mozaiki, a od 2021 roku rosną też rzesze zawodników startujących w barwach „Przez Piach dla PAH”. W ramach naszej akcji każdy kilometr ma podwójną wagę – to próba charakteru oraz realne złotówki zebrane na budowę studni. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak twoje wsparcie zmienia dostęp do wody, zajrzyj do sekcji o Kampanii Wodnej.

Rytm pustyni buduje rutyna. Budzik o 4:30, szybkie śniadanie złożone z owsianki namoczonej w przegotowanej wodzie, następnie ważenie plecaka przed startem. Po chwili ukojenie daje cisza w uszach, gdy masz przed sobą tylko gwizdek komisarza i 40 kilometrów otchłani. Wieczorem – festiwal opowieści. Barbara z Gdyni mówi, że co noc liczy gwiazdy, żeby zagłuszyć strach przed kolejnym dniem, a Mohammed z Marrakeszu opowiada o chwili, gdy piasek przepływał przez jego dłonie jak czas.

Marathon des Sables kończy się symbolicznie, gdy wszyscy uczestnicy, niezależnie od tempa, zbiorą się w ostatnim namiocie na wspólną harirę i herbatę miętową. Tam wali serce pustynnej wspólnoty: w kolejce po water-ticket stoisz ramię w ramię z mistrzem świata w triathlonie i nauczycielką chemii z Krakowa. Priorytety stają się proste – woda, sól, sen. I właśnie dlatego bieg idealnie splata się z celami Polskiej Akcji Humanitarnej.

Jeżeli planujesz stanąć na linii startu, sprawdź nasz Poradnik Zawodnika, gdzie znajdziesz sprawdzone schematy treningowe, listę sprzętu i wskazówki, jak radzić sobie z otrzebami na pustyni. A jeśli zamiast startu wolisz kibicować i pomagać z bezpiecznego miejsca, odwiedź stronę o kampanii PAH, aby zobaczyć, jak przekuć nasze kroki w krystalicznie czystą wodę.